Dzień Kobiet w agencji marketingowej (z przymrużeniem oka)


Jak to jest, że z każdym wysłanym mailem dostaję dwa kolejne? – zastanawiał się Tomek, walcząc z mailową hydrą. Palce stukały po klawiaturze, wybijając rytmicznie melodię znaną w każdej agencji marketingowej. Wreszcie jego wzrok przyciągnął jaskrawo różowy baner z napisem: „Podaruj jej odrobinę przyjemności na Dzień Kobiet”. Tomek pacnął się w czoło. No tak, to dzisiaj – pomyślał. Nachylił się nad biurkiem i syknął w stronę swojego biurowego kolegi:

– Psst, Michał. Mamy coś dla dziewczyn z działu na Dzień Kobiet?

Michał uniósł oczy zza grubych szkieł okularów i wzruszył ramionami.

– A ja wiem? To nie menedżer powinien się tym zająć?

– Zazwyczaj wszystko załatwiała Kaśka…

– Tego raczej nie załatwi. Napisz do niego. Kto wie, co siedzi pod tą rudą czupryną. Może w tym roku zaszaleje i pozwoli im wyjść pięć minut wcześniej z pracy.

Tomek przewrócił oczami. Zalogował się na Discordzie i napisał do menedżera to samo pytanie. Po chwili elektroniczny brzdęk oznajmił, że Tomek dostał odpowiedź:

– No, jak to, co mamy… Artykuł dla nich machnąłem! Pisałem, aż się dymiło. Sam zresztą rzuć okiem. – Na ekranie Tomka pojawił się nowy załącznik.

– Hmm, a coś bardziej… fizycznego? – odpisał.

– Zawsze Kaśka się tym zajmowała.

– Może chociaż jakieś ciasto?

– Możesz iść coś kupić w przerwie na lunch… Tylko weź rachunek, potem zrobimy zrzutkę.

Tomek zerknął na zegarek. Dochodziła 12, a więc niebawem korytarze zapełnią się wygłodniałymi pracownikami, poszukującymi kanapek, sałatek i plotek. Chwycił kurtkę i zerwał się z krzesła.

– Wybieram się na misję ratowania Dnia Kobiet! – krzyknął, wybiegając z biura.

– Niech moc będzie z tobą – dobiegł go z oddali znużony głos Michała.

Tomek dopadł do windy, zjechał na parter i pognał do najbliższego sklepu. Zgarniał z półek wszystkie niezbędne składniki, by wyczarować babeczki w mniej niż pół godziny. Dorzucił jeszcze do koszyka kubełek lodów – dla siebie, za dobre chęci i starania. Wreszcie zapłacił i wrócił do biura, gotowy na walkę z wypiekami. Wbiegł po trzy schodki na raz. Pędził jak goniona przez drapieżnika gazela, ścigając się z czasem. Dopadł do kuchni i rozpakował zakupy. A potem zaczęła się magia.

Jajka, masło i cukier połączył w puszystą masę. Mąka fruwała w powietrzu, wypełniając białą mgłą pomieszczenie. Ukręcił krem, dodając sekretny składnik, który przełamywał słodycz wypieków. Przelał masę do foremek i wstawił babeczki do pieca. Gdy były gotowe, ostudził je i zaczął dekorować.

– Co tutaj porabiasz?

Kaśka jak cień wślizgnęła się do kuchni. Pochyliła się nad blatem. Łyżka wypadła z dłoni Tomka, opryskując kremem jego koszulę. Odwrócił się z krzywym uśmiechem i podał Kaśce jedną z babeczek. Kobieta zmrużyła oczy.

– Bez glutenu?

– I laktozy.

Kęs wypieku zniknął w jej ustach. Dłonie Tomka drżały, więc zacisnął pięści na skraju blatu. W gardle miał gulę, a kiszki zawiązały się w supełki. Oczekiwanie przedłużało się, wypełniane mlaskaniem, więc wreszcie odchrząknął i spytał:

– I co? Dobre?

Kaśka pokiwała głową.

– A dobre. – Oblizała palce i uśmiechnęła się z zadowoleniem. – Ale z jakiej to okazji?

– Jak to z jakiej? Waszego święta! Babeczki dla babeczek na Dzień Kobiet!

– Ale Tomeczku… – Kaśka wsparła dłonie na wąskich biodrach. – To w przyszłym tygodniu. Zresztą sama już prezenty załatwiłam. Nie chciałabym psuć niespodzianki, ale… – Zniżyła głos i pochyliła się konfidencjonalnie. Tomek jedynie kiwał głową, z której wyparowały wszelkie myśli. – Może w następnym roku – zakończyła Kaśka, poklepała Tomka po ramieniu, porwała kolejną babeczkę i wyszła z kuchni.

Tomek oparł się o blat. Wreszcie roześmiał się i powtórzył:

– Może w następnym roku.

Wyciągnął telefon i zapisał sobie przypomnienie. Teraz już będzie gotowy. Wyszedł z kuchni, myśląc, co przygotuje dla dziewczyn na następny Dzień Kobiet.

Kategorie

Opowiadanie

TagI:

O autorce