Piątkowe popołudnie, ostatni klient przed weekendem. Co mogło pójść źle? Jacek chciał tylko pokazać projekt strony i zamknąć tydzień. Zamiast tego dostał pokaz małżeńskich przepychanek: on marudził, że za prosto, ona zachwycała się chmurkami i widziała w nich całe zoo. On żądał zniżki, ona proponowała dopłatę. W efekcie Jacek nie tylko obronił projekt, ale dostał jeszcze… darmowy lot balonem.3 punkty, które znajdziesz w opowiadaniu:
- Klienta, który uważa, że „białą stronę sam potrafi zrobić”.
- Małżeńską batalię o estetykę i cenę strony internetowej.
- Pointę, w której projektant zamiast rabatu dostaje… darmowy lot balonem.
„Szybkie spotkanie i do domu” – Jacek podniósł kubek herbaty i spojrzał w stronę zachodzącego słońca. Weekend był już w zasięgu ręki. Jeszcze jeden klient i wolność.
Do gabinetu wparował niski, pękaty mężczyzna w garniturze koloru kawy. Krawat miał barwy błota i wyglądał, jakby dusił go od środka.
— Witam, panie Rozwadowski. Piękny wieczór…
— Gdzie to? — burknął klient, siadając ciężko na fotelu.
Na ekranie pojawiły się przestworza i chmury. Pan Rozwadowski klikał myszką, marszczył brwi i mruczał coś pod nosem. Jacek, w duchu: „ostatni klient, ostatnia godzina, wytrzymaj”.
— Jak się panu podoba projekt strony?
— Jest… hmmm, czysta. Aż za bardzo. — Rozwadowski prychnął. — Tyle białego? To ja sam mogę sobie taką zrobić. Gdzie innowacja, gdzie fajerwerki?!
„Tak, najlepiej WordArt z 2003 i gif z kotkiem” – pomyślał Jacek, ale powiedział:
— Minimalizm to trend. Balony kojarzą się z wolnością, przestrzenią. Psychologia koloru, proszę spojrzeć na te chmurki. Aż chce się wzlecieć.
— Inaczej to brzmiało na szkicu. No nic… skoro mniej elementów, to i cena powinna być niższa. — Rozwadowski pokiwał głową z samozadowoleniem.
Jacek przełknął ślinę. „Klasyk. Mniej znaczy więcej – ale dla klienta mniej znaczy taniej.”
Wtedy drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadła pani Rozwadowska – wysoka, szczupła, cała w tęczowych paskach, pachnąca kadzidłem.
— Kwiatuszku, decyzje tylko ze mną! — zwróciła się do męża, po czym prawie przytknęła nos do ekranu. — Och, jakie piękne chmurki! Baranek, króliczek, smok…
— Ja tu widzę mazy — syknął Rozwadowski.
— Bo ty, misiaczku, nie masz ani grama wyobraźni.
On czerwony jak burak, ona rozpromieniona.
— To tylko kilka chmurek i fikuśna czcionka! Zdzierstwo! — zawarczał.
— A połowa więcej do ceny bazowej to świetny pomysł! — klasnęła w dłonie pani Rozwadowska.
Jacek niemal parsknął, ale ugryzł się w język. „Czy ja naprawdę słyszę klientkę, która negocjuje… w górę?”
— Idealna strona na romantyczne loty balonem! — zachwycała się dalej kobieta. — Proszę przekazać ekipie, że wykonaliście kawał świetnej roboty.
Złapała męża pod ramię i pociągnęła do drzwi.
— A w ramach przeprosin za użeranie się z tym ignorantem… darmowy lot balonem dla pana.
Rozwadowski pobladł, otworzył usta, ale Jacek go ubiegł:
— Fantastyczna wiadomość. Właśnie mam wolny weekend.