Marketing w rytmie techno

2 punkty, co znajdziesz w opowiadaniu:

  • Zderzenie dwóch podejść: performans artystyczny vs. marketing dla ludzi.
  • Puenta, która pokazuje, że czasem największym benefitem pracownika powinno być ubezpieczenie zdrowia psychicznego.

Leon zacisnął powieki. Techno dudniło, obrazy migały jak stroboskopy. Jeszcze chwila i koniec tej tortury.
Cisza.

Projektor zgasł. Stasiek stanął na czele stołu, ręce skrzyżowane, twarz promieniała oczekiwaniem.

— I jak? — zapytał.

Zapadła niezręczna cisza. W końcu Leon odchrząknął.
— Odważny koncept… Nietypowy. Nigdy nie widziałem, żeby gadająca zebra na deskorolce reklamowała mleko modyfikowane. Do dziś.

Stasiek posmutniał. Leon próbował znaleźć pozytyw.
— No cóż… artystycznie mocne. Niezapomniane przeżycie.
— Wiedziałem, że ty mnie zrozumiesz! — rozpromienił się Stasiek.
— Jasne. Ale powiedz, jaki jest przekaz?
— Skoro są faceci na koniach, to czemu nie zebra na deskorolce? Nietypowe = zapada w pamięć. Produkt znika z półek szybciej niż powiesz „marketing”! — obwieścił, a sala pomruknęła.

Leon westchnął.
— Działania marketingowe są dla ludzi. Ludzi, którzy nie chcą czuć się jak w klubie techno, tylko zobaczyć, co mają kupić. Reklama ma trafiać w pragnienia, nie w epilepsję.

Podpiął pendrive, puścił swoje wideo.
— Spokój, radość, humor. Frugo. Jeśli nie piłeś Frugo, byłeś odludkiem. „No to Frugo” działało na każdą okazję. Prosto, chwytliwie, do grupy docelowej. A tu? Rodzice, szczególnie matki. Nasz przekaz powinien brzmieć: troska o zdrowie i bezpieczeństwo maluszków. Proste. Skuteczne.

— Idź po Frugo, zanim wyjdzie — mruknęła Ola, a sala się uśmiechnęła.

Leon kontynuował:
— Matka zmęczona? No to mleko. Tata w panice? No to mleko. To musi być komunikat bliski ludziom, a nie performans w galerii sztuki nowoczesnej.

Staśkowi opadły ramiona. Ola podsumowała:
— W porządku. Czas na kolejną prezentację. Leon, twój temat: wózek dziecięcy?

— Przygotujcie się na odjazd — rzucił Leon i włączył pokaz. Obrazy, kolory, techno. Sala znów dostała ataku sensorycznego.

— I jak? — zapytał po skończeniu, uśmiechając się do Staśka.

Ola zasłoniła twarz dłońmi.
— Potrzebuję urlopu. I ubezpieczenia zdrowia psychicznego — mruknęła.

Sala wybuchnęła śmiechem.

Kategorie

Opowiadanie

O autorce